Gdy okazało się, że jestem w ciąży, od początku wiedziałam, że będę chciała jak najdłużej chodzić po górach. Wybór był prosty – na co dzień mieszkamy w Krakowie, gdzie dni bez smogu zimą można policzyć na palcach jednej ręki, a i przez resztę roku najlepiej nie jest.

Szlaki przetarła moja przyjaciółka, która dwa lata wcześniej udowodniała, że da się i że ruch na świeżym powietrzu to najlepsze, co może spotkać przyszłą mamę i dziecko. Spróbowałam i ja. Skok endorfin, duma z każdego zdobytego kilometra, świetne samopoczucie no i zdrowie, którym dwu i pół letni w tej chwili Stanisław nam się odwdzięczył mówią same za siebie.

Trasy na weekend, górskie szlaki, alerty pogodowe – więcej o górach na naszym profilu na Facebook!

Oczywiście, nie wszystko dla każdego. Poniżej przedstawiam 9 złotych zasad, których starałam się trzymać.

1. Skonsultuj decyzję z lekarzem

Moja ciąża przebiegała prawidłowo, nie była zagrożona, lekarz nie widział żadnych przeciwwskazań. Ale każdy przypadek jest inny, dlatego zawsze warto dopytać lekarza prowadzącego.

2. Mierz siły na zamiary

Upewnij się, że dobrze się czujesz, zaczynając od krótkich i mało wymagających szlaków. Gdzieś wyczytałam, że lekarze zalecają, aby nie wychodzić wyżej, niż 2500 m.n.p.m. – wyższych gór w Polsce nie ma, a ja unikałam również wymagających, ostrych szlaków. Moim najwyższym ciążowym szczytem była Śnieżka w piątym miesiącu, ale najwięcej chodziłam po łagodnych, beskidzkich szlakach.

Tutaj znajdziesz opisy łagodnych tras, które nadadzą się zarówno na wózek, jak i dla ciężarnych.

3. Ciąża to nie najlepszy czas na górski debiut

Jeśli przed ciążą byłaś aktywna, uprawiałaś sport, chodziłaś po górach czy biegałaś (a nie ma innych przeciwwskazań) – spoko. Ale ciąża nie jest najlepszym czasem na górski debiut, jak i na zaczynanie jakiejkolwiek innej intensywnej sportowej aktywności.

4. Nie dźwigaj ciężkiego plecaka

Pod żadnym pozorem, nie przeciążaj się. Ja zabierałam plecak, do którego wkładałam tylko lekkie rzeczy, typu rękawiczki, dodatkowa czapka czy małe frykasy. Żadnego dźwigania termosów, czy butli z wodą mineralną!

Góry w ciąży

5. Nie bój się powiedzieć „stop”

Zawrócić ze szlaku, robić przerwy nawet co parę metrów. Mąż – poganiacz niech idzie z kumplami. Jeśli samopoczucie ci nie dopisuje, albo zwyczajnie nie masz ochoty – zostań w domu. Nie zawsze warto się przełamywać.

6. Weź ze sobą kije trekkingowe

Nawet, jeśli wcześniej ich nie używałaś. Ciało w ciąży zmienia proporcje, zachowuje się inaczej, dodatkowe wparcie na wyboistym, górskim szlaku zawsze się przyda.

7. Zadbaj o wygodne ubranie i buty

Nie twierdzę, że nie miałam problemu z ubieraniem się w góry. Ubrania sprzed ciąży nie pasowały, buty „obgryzały” opuchnięte stopy. Z pomocą ruszyły ciuchy na kilogramy, gdzie zaopatrzyłam się w męskie podkoszulki „termo”, którym obcinałam rękawy i dekolty starając się nadać im bardziej kobiece kształtów. Za duże buty też dawały radę. Kurtki i polary pożyczałam od znajomych, nie chciałam kupować namiotów, z którymi potem nie wiadomo co zrobić. Niekiedy jednak trzeba było zdać się na improwizację – wspomniana już przyjaciółka schodziła z Bereśnika w 6. miesiącu w japonkach.

8. Słuchaj siebie

Zawsze i pod każdym względem. Jeśli coś ci mówi  „stop”  – zatrzymaj się. Jeśli wewnętrzny głos mówi, że czas coś przekąsić – zatrzymaj się i zjedz. Większość schronisk prowadzi dobrą, domową kuchnię, możesz planować trasy tak, żeby kończyły się wyżerką w jakimś schronie.

Opisy górskich schronisk znajdziesz tutaj

9. Kiedy powiesz sobie dość…

Ja skończyłam chodzić po górach po szóstym miesiącu z prostego powodu. Bałam się, że urodzę wcześniej i nie zdążę dojechać do krakowskiego szpitala, w którym chciałam rodzić. I chociaż z perspektywy czasu może się to wydawać nielogiczne, to wiadomo, że ciężarne mają swoje jazdy, które trzeba uszanować.
Poza tym, w ciąży nie byliśmy zmotoryzowani i wszędzie jeździliśmy komunikacją publiczną. A kto wracał ze Szczawnicy czy z Wisły w niedzielę wieczorem busem, ten wie, że bywa to jazda ekstremalna. Stanie parę godzin w nagrzanym autobusie (Stanisław urodził się w październiku) i bez ciąży bywa męczące, a z wielkim brzuchem to już prawdziwy koszmar. Parę miesięcy bez gór przeżyłam i tak intensywnie, a na szlak wróciliśmy tak szybko, jak tylko okoliczności nam pozwoliły. U nas zbiegło się to ze zrobieniem prawa jazdy i kupnem samochodu – nie wyobrażałam sobie jak do wspomnianych busów pakuję niemowlaka. Stanisław skończył 6. tygodni, gdy ponownie pojawiliśmy się na szlaku. Ale to już całkiem inna historia…